Opisane przez Marka Migalskiego skutki przejścia posła Gibały z PO do Ruchu P. tworzą wizję atrakcyjną intelektualnie, spójną i smutną. Ale moim zdaniem nie jest to najbardziej prawdopodobny wariant rozwoju sytuacji.

Wyjmując Gibałę z PO, szef frakcji rewolucyjnej tej partii (działającej pod firmą Ruchu P.) postanowił przymusić premiera Tuska do szybszej realizacji planów zarysowanych znacznie wcześniej między obu politykami. Celem jest zamiana koalicji PO-PSL na PO-RP. Gibała jako siostrzeniec konserwatywnego ministra Gowina jest podwójnie cenny - osłabia pozycję Platformy w sejmie i osłabia pozycję Gowina w rządzie.

Premier dokonuje teraz kalkulacji - pierwszy wariant to trwanie w obecnym układzie i podążanie drogą zarysowaną przez Marka Migalskiego. Droga ta może się jednak okazać raczej krótka - jeszcze kilka transferów z PO, i i tak nastąpi przejście do wariantu drugiego.

A wariant drugi to zamiana partnera w koalicji. Znika 28 głosów PSL-u, przybywa 41 (albo już i więcej) głosów Ruchu P., razem plus co najmniej 13. Ale jest ryzyko, że odejdzie usunięty ze stanowiska ministra Gowin i jego konserwatywni koledzy. Premier właśnie starannie liczy możliwe straty i na tej podstawie podejmie decyzję. Ale poza tym łatwo policzalnym w mandatach ryzykiem istnieje jeszcze inne, trudniejsze do oszacowania. Po takiej zmianie skostniała po wyborach Platforma, zakonserwowana w swoich mechanizmach równowagi między wewnętrznymi frakcjami, mogłaby równowagę stracić. Dynamiczna sytuacja mogłaby obecną konstrukcję zdestabilizować i doprowadzić do nie wiadomo jakich konsekwencji. Także i ten czynnik musi Tusk wziąć pod uwagę. Na jego korzyść działają efekty usunięcia PSL-owców z licznych stanowisk w aparacie państwowym, funduszach itd. - przy ich obsadzie Platforma mogłaby liczyć na wiele posad dla swoich ludzi, bo nowy koalicjant po prostu nie ma takich kadr i takiego zaplecza do wykarmienia, jak PSL.

Do tej pory to premier Tusk nadawał tempo, zaskakiwał, przykrywał i kreował. Teraz widać wyraźnie, że stracił wspomniane umiejętności i musi po prostu reagować na kreowane przez kogo innego wydarzenia. Trudno mu dokonać wyboru , bo ma tak naprawdę wybór między wariantami: złym i jeszcze gorszym.

A jeśli już o analogiach z poprzednimi rządami mowa, to coraz bliższa wydaje mi się perspektywa ewolucji rządu Tuska w strone rządu Belki. Wszyscy wiedzieli, że nic nie wnosił dobrego i że trzeba go było wymienić, ale trwał i trwał do końca kadencji.